Dodano: 08 lutego 2012 r., 14:29:57
Ostatnia aktualizacja: 08 lutego 2012 r., 14:29:57
WIELKA KUMULACJA, CZY WIELKA ŚCIEMA?
Mamy kolejną wielką kumulację puli głównej wygranej w LOTTO, a te budzą ogromne emocje wśród wielu Polaków odwiedzających punkty Totalizatora Sportowego, bo komu nie śni się zdobycie wielkich pieniędzy i uzyskanie całkowitej niezależności finansowej praktycznie bez wysiłku. Ale równocześnie...
Mamy kolejną wielką kumulację puli głównej wygranej w LOTTO, a te budzą ogromne emocje wśród wielu Polaków odwiedzających punkty Totalizatora Sportowego, bo komu nie śni się zdobycie wielkich pieniędzy i uzyskanie całkowitej niezależności finansowej praktycznie bez wysiłku. Ale równocześnie odzywają się też sceptycy, często wręcz zarzucający manipulację wynikami losowań – wystarczy poczytać w internecie komentarze pod artykułami na ten temat. Niestety – są to głosy w większości formułujące raczej prymitywne tezy, jak chociażby tą, o magnesach jakoby zainstalowanych w maszynach do losowania i opiłkach żelaza dodawanych do farby pokrywającej kule, co umożliwia wylosowanie tych „odpowiednich”. Natomiast ostatnio do popularności tezy o wcześniejszym nagrywaniu losowań i odtwarzaniu z taśmy tego, którego wynik gwarantuje kolejną kumulację przyczynił się nadmiar efektów specjalnych podczas losowania, utrudniających graczom – obserwatorom stwierdzenie teraźniejszości czasu i miejsca akcji.
Kto ma rację?
Na pozór wygląda to tak: Z jednej strony mamy optymistów głosujących nogami i uczestniczących w grze, z drugiej sceptyków … też odwiedzających punkty TS, bo gdzieś tam w duszy tkwi jednak nadzieja, że może Totalizator „się pomyli i da wygrać”. Ale jest też tak, że chociaż z sondaży Totalizatora wynika wysoki stopień zaufania do Spółki, to ilość zawieranych zakładów jest znacznie mniejsza, niż jeszcze na początku poprzedniej dekady i podczas pierwszych - według dzisiejszych kryteriów wcale nie tak wielkich kumulacji. Na przykład w serii edycji od 10 do 24 stycznia 2001 roku zakończonych poczwórną kumulacją puli zostało zawartych łącznie 69,8 milionów zakładów, w puli znalazło się ostatecznie prawie 10,5 milionów złotych , którymi podzieliło się 6 graczy, otrzymując po około 1,75 miliona złotych. Obecna, również zimowa kumulacja (trwa od edycji 21 stycznia) jest już ośmiokrotna (zatem dwukrotnie dłuższa), a w serii edycji, które do niej doprowadziły zostało zawartych już tylko niecałe 46,5 milionów zakładów. Zgoda – w puli jest więcej – po wtorku 7 stycznia nieco ponad 25 milionów złotych (a w czwartek ma być 35 milionów), ale dzięki znacznie droższym zakładom (w roku 2001 stawka 1 złoty, dzisiaj 2,40) i znacznemu zwiększeniu regulaminowego, procentowego odpisu na pulę głównej wygranej. A przecież nasze zarobki są większe niż w roku 2001 i całe 12 lat mamy też inflację.
Jest też spór
- o to, czy lepiej, by było mało wielkich wygranych: jedna - dwie kilkunastomilionowe, czy więcej niższych, np. 5 – 6 po parę milionów. W tym sporze bezsporne jest na pewno to, że wielkie kumulacje wyzwalają oczekiwanie graczy na jeszcze większe. Starsi gracze na pewno pamiętają kolejki do kolektur Totalizatora sprzed paru lat, gdy w puli było zaledwie parę milionów złotych – teraz kolejek prawie nie ma nawet przy największych kumulacjach. W pewnym sensie Totalizator jest zakładnikiem takich oczekiwań graczy, wzmacnianych ponad stumilionowymi wygranymi w eurojackpocie, czy Superenalotto i to w euro. Skutek jest taki, że w edycjach bez, lub z małymi kumulacjami graczy jest coraz mniej. Ale jest i tak, że nie tylko wielkie wygrane szczególnie motywują do gry – jest całkiem spora rzesza graczy w Multi Multi, w którym wygrane, to często parę tysięcy złotych, ale łatwiejsze i częściej wygrywane. Powoli, ale systematycznie rośnie też rzesza fanów Mini Lotto, w którym główne wygrane są rzędu 200 -300 tysięcy złotych.
Grać – czy nie grać?
Jeżeli nawet zakładamy, że losowania są manipulowane – jeden lub dwa zakłady możemy zaryzykować, bo w najgorszym razie damy się oszukać na kilka złotych. W to oszustwo szczególnie łatwo uwierzyć pechowcom – takim, co to namiętnie grają, ale bez dobrych rezultatów. A naprawdę jest tak, że grami liczbowymi „rządzi” rachunek prawdopodobieństwa: na trafienie „6” jest szansa jak 1 do 14 milionów, „5” – jak 1 do 54,2 tysięcy, „4” – jak 1 do 1.032 i „3” – jak 1 do 56,7. I nie są to dane tylko teoretyczne: Tak jest naprawdę „w realu”: na koniec ubiegłego (2011) roku jedna trafiona „6” przypadała na 13,9 milionów zawartych zakładów, „5” – na 53,7 tysiąca, „4” – na 1019 i „3” – na 56 zakładów.
A jak to wygląda przed losowaniem 9 lutego? – licząc od początku roku 2012 na jedną „6” przypada już ponad 26,5 milionów zakładów, więc teoretycznie biorąc trafienie jednej, a nawet 2 – 3 jest bardzo prawdopodobne. Silnie wskazuje na to również ilość zakładów zawartych w serii edycji, które doprowadziły do kumulacji: prawie 46,5 miliona, co stanowi ponad trzykrotne przekroczenie „normy” 14 milionów (powyżej 2,5 krotnego przekroczenia tej normy prawdopodobieństwo trafienia mocno rośnie). Powinno też być sporo „piątek” i „czwórek” ponieważ i tu dotychczasowa ilość trafień (w stosunku do zawartych zakładów) jest zbyt mała („5” – 1 do 58,2 tysiąca, „4” – 1 do 1052). Jednym słowem warto grać!
A jak jednak „szóstki” nie będzie?
Biorąc pod uwagę uwarunkowania matematyczne jest to na tyle mało prawdopodobne, że zaczną się uprawdopodobniać „teorie spiskowe”. Mam ja i swoją, związaną z możliwością manipulowania zestawami kul – wyboru do konkretnego losowania zestawu „odpowiedniego”. Przemawia za nią nie tylko matematyczna aberracja zbyt małej ilość trafień w stosunku do zawartych zakładów, ale także parę innych spraw:
- bardzo mała i starannie dozowana ilość informacji na temat zestawów kul. W zasadzie wiemy tylko to, że zestawy są przechowywane w szafie pancernej w studiu losowań. Ale ile ich jest, czy nadal są jakoś i dokładnie jak sprawdzane – nie. Nie wiemy, czy wszystkie, w 100% przechodzą pozytywnie takie badania, czy może są zestawy wadliwe, w których niektóre kule są wylosowywane rzadziej, lub częściej i co się z takimi zestawami dalej dzieje? Nie wiemy, czym kieruje się prowadzący losowanie wybierając ten, a nie inny zestaw kul? Nie wiemy, kto decyduje o wycofaniu zestawu z użytkowania, jakie są dokładnie kryteria tego wycofania i co z tymi kulami dalej się dzieje? Uchybienie czemukolwiek z listy tych pytań stwarza możliwość doboru „odpowiedniego” zestawu, pod konkretne losowanie,
- no tak! – ale musiałyby być jakieś kryteria takiego doboru - i jest - przynajmniej jedno: otóż jest prawidłowością, że szansa na trafienie „szóstki” jest większa, gdy zostaną wylosowane małe liczby (powiedzmy z przedziału 1 – 30). Jest tak dlatego, że gracze samodzielnie typujący często zaczynają tak, jak pisali w szkole od lewej do prawej i od góry do dołu – czyli od małych liczb i stawiając kreski często, szybko wyczerpują limit sześciu, nie dochodząc do liczb większych. Poza tym wielu graczy gra na swoje „szczęśliwe” liczby, czyli daty urodzeń – a daty dzienne, czy miesięcy, to również małe liczby. Wystarczy, by w wybranym zestawie częściej losowane były duże liczby (31 - 49), by szansę graczy na trafienie znacznie zmniejszyć,
- jeszcze prostsza jest teoretycznie sprawa z grą na chybił trafił: tu wystarczy spowodować by kombinacje liczbowe na kuponach graczy rzadziej zawierały, albo nie zawierały określonych liczb – bo tak naprawdę w kwestii „pełnej losowości” kombinacji chybił trafił musimy z konieczności całkowicie zaufać Totalizatorowi. Tymczasem w żaden sposób nie mogę sobie przypomnieć, bym kiedykolwiek usłyszał, lub przeczytał o zewnętrznym audycie zarówno procedury losowania, jak i tworzenia kombinacji na chybił trafił,
- i wreszcie sprawa ostatnia: co Totalizatorowi po ewentualnych manipulacjach w losowaniach, czyli czy jest motyw? – jak najbardziej jest i jest nim wielkość sprzedaży, czy jak kto woli obrotów Spółki. Gra LOTTO daje jej ponad połowę tych obrotów i w zasadzie decyduje o sprzedaży ogółem, ponieważ w innych grach jest albo stagnacja na mniej więcej stałym poziomie, albo tylko niewielki wzrost, bez znaczenia dla całości, że nie wspomnę o dramatycznym spadku w JOKERZE. By zatem zwiększyć sprzedaż, rok do roku, trzeba liczyć właśnie na kumulacje – im częściej i większych – tym lepiej. A tu na przeszkodzie staje matematyka – rachunek prawdopodobieństwa – i jakoś trzeba sobie z nim radzić. A powodowanie dużych kumulacji opisanym sposobem bez wątpienia jest - i to akurat teraz - bardzo „na czasie” wobec z jednej strony trwających wymian na stołkach prezesów spółek Skarbu Państwa, a z drugiej potrzeb budżetu, którego Totalizator jest znaczącym donatorem. Obecna kumulacja kojarzy mi się w związku z tym z ubiegłoroczną, wrześniową, która szczęśliwym dla zarządu Spółki trafem wypadła akurat przed wyborami i możliwą zmianą władzy – czyli również zagrożeniem dla tego zarządu.
Już zupełnie na koniec podkreślam, że moja „teoria spiskowa” jest tylko teorią, aczkolwiek podpartą opisanymi poszlakami. Ale fanom LOTTO życząc wygranych jednak radzę, by przede wszystkim samodzielnie dokonywali typowań i typowali także duże liczby, nie poprzestając na samych małych.