Dodano: 05 kwietnia 2010 r., 13:22:48
Ostatnia aktualizacja: 05 kwietnia 2010 r., 13:22:48
Wielkanocne emocje w lidze NBA
Randolph i Gortat (fot. picapp.com)
Wielkanocna niedziela w lidze NBA upłynęła pod znakiem spotkań na szczycie obu konferencji, rekordów, brudnej i ostrej gry, przepychanki oraz wielkiej ilości fauli technicznych.
Wielkanoc - czas zadumy, wyciszenia i refleksji? Tak, ale po meczu i na pewno poza parkietem. Z takiego założenia wyszli najwyraźniej gracze zawodowej ligi NBA, którzy, pomimo pierwszego dnia świąt, rozegrali wczoraj osiem spotkań, dostarczając kibicom wielu niezapomnianych chwil.akapit>
Brutalna gra, bójka i wygrana Orlando
Wiele emocji zapewniło nam spotkanie w Orlando, gdzie miejscowi Magic (z Marcinem Gortatem w składzie) podejmowali Memphis Grizzlies. Gospodarze z Florydy okazali się bardzo niegościnni dla "Niedźwiadków", wygrywając z nimi 107:92.
Magic praktycznie przez całe spotkanie kontrolowali to, co działo się na parkiecie, jednak pewna niefrasobliwość w grze doprowadziła do tego, iż goście w trzeciej kwarcie odrobili nieco straty. W połowie tej części gry Grizzlies przegrywali już tylko dwoma punktami (58:56), co wprowadziło w szeregi graczy z Orlando niemałe zdenerwowanie. Niestety, upływ złym emocjom miejscowi dali, wdając się w przepychankę z rywalami. Rezultat? Sześć przewinień technicznych (po trzy dla każdej z drużyn), wykluczenie z reszty spotkania skrzydłowego Magic i prowodyra całego zamieszania - Matta Barnesa oraz strata prowadzenia przez.
Ostrzeżenia dawane przez sędziów, w postaci odgwizdywanych kolejnych fauli, nie utemperowały pobudzonych zawodników. W jednym z podkoszowych starć niebezpiecznie uderzony w okolice oka został Dwight Howard. Na szczęście "Supermanowi" nic się nie stało i po odpoczynku na ławce rezerwowych powrócił on do gry.
Po kilku minutach nerwowej gry, Magic ponownie zaczęli czarować. Celne rzuty z dystansu zaliczyli: fantastyczny rezerwowy z Francji - Mickael Pietrus (razem 11 punktów) oraz liderujący tego dnia drużynie z Orlando - Vince Carter (w sumie 26 "oczek"). Swoje dwa punkty dołożył także Marcin Gortat (jedyna zdobycz punktowa Polaka tego dnia) i na siedem minut prze końcem spotkania na tablicy świetlnej widniał rezultat 86:76. Gospodarze od tego momentu utrzymywali już rywali na dystans, co w rezultacie przyniosło kolejną wygraną.
Warto dodać, że Magic odnosząc swoje 54. zwycięstwo, już tydzień przed zakończeniem obecnego sezonu, przeszli do jego historii. Podopieczni Stana Van Gundy'iego pokonując rywali z Memphis okazali się, jak na ten moment, jedynym zespołem, któremu w tegorocznych rozgrywkach udało się pokonać każdego z 29 rywali. To dobry prognostyk przed play-off, w których drużyna z Florydy bronić będzie wicemistrzostwa ligi.
Dwa mecze na szczycie

Ray Allen (fot. picapp.com)
Nie lada gratkę dla fanów ligi przygotowali w tym roku włodarze NBA. Otóż podobnie jak to miał miejsce w przypadku świąt Bożego Narodzenia, również w okresie wielkanocnym terminarz ułożony został tak, aby mający tego dnia wolne Amerykanie mieli okazję delektować się meczami najlepszych drużyn. Zabieg ten spowodował, iż naprzeciwko siebie stanęły pierwsza (Cleveland Cavaliers) i czwarta (Boston Celtics) ekipa ze Wschodu oraz pierwsza (Los Angeles Lakers) i siódma (San Antonio Spurs) siła Zachodu.
W starciu gigantów Konferencji Wschodniej, dość niespodziewanie, triumf odnieśli gracze Celtics. Weterani z Bostonu, po serii trzech porażek na własnym parkiecie, tym razem okazali się górą w konfrontacji z drużyną mającą aktualnie najlepszy bilans w całej lidze (CAVS odnieśli do dnia wczorajszego 60 wygranych w 76 meczach). Nie pomogły nawet fenomenalna gra LeBrona Jamesa, który zanotował wczoraj 42 punkty, 7 zbiórek i 9 asyst, oraz wielka pogoń "Kawalerii" w drugiej części spotkania. Nie do powstrzymania tego wieczoru był młody rozgrywający bostończyków - Ryan Rondo (16 punktów i 14 asyst). Jego akcje "coast to coast" oraz celne podania sprawiły, że formacje obronne drużyny z Cleveland, która przez ekspertów stawiana jest na pierwszym miejscu wśród faworytów do tegorocznego mistrzostwa ligi, okazywały się dziurawe niczym szwajcarski ser. Bardzo dobre zawody rozegrała wreszcie "wielka trójka" Celtics, czyli Garnett-Pierce-Allen. Ten ostatni zdobył aż 33 "oczka" (w tym 6/9 celnych rzutów za trzy) i był głównym sprawcą wielkiej niespodzianki. Ostatecznie Boston Celtic pokonali drużynę z Cleveland 117:113.
Z arcyciekawą sytuacją mamy w tym sezonie do czynienia na Zachodzie. Otóż, na tydzień przed zakończeniem rozgrywek i rozpoczęciem rywalizacji w play-off, pewni swojego pierwszego miejsca są tylko koszykarze Los Angeles Lakers. Pozostała siódemka, która wywalczyła już co prawda awans do strefy pucharowej, nie wie z jakiej pozycji będzie startowała w kolejnej części sezonu. O drugą pozycję walczą aż cztery ekipy (z Dallas, Denver, Utah i Phoenix), które na ten moment mogą pochwalić się identycznym bilansem - 50 zwycięstw i 27 porażek. Walka o miejsca 6-8 rozstrzygnie się natomiast pomiędzy trzema zespołami (z Oklahoma City, San Antonio i Memphis).
Z założenia, iż lepiej do rozgrywek play-off wystartować z jak najwyższego miejsca, wychodzą najwyraźniej gracze z San Antonio. Wczoraj, pomimo braku podstawowego rozgrywającego Tony'ego Parkera (uraz prawej ręki) oraz kontuzji w trakcie spotkania drugiego playmakera George'a Hilla (skręcona kostka), pokonali oni na wyjeździe w Los Angeles miejscowych Lakers i to aż 100:81.

Podwajany Ginobili (fot. picapp.com)
Głównym autorem zwycięstwa był Manu Ginobili. Zawodnik, w obliczy kłopotów kadrowych swojego zespołu, wciął ciężar rozgrywania piłki na swoje barki i wywiązał się z powierzonego mu zadania w stu procentach. Grając na nieswojej pozycji (Ginobili to nominalnie rzucający obrońca), Argentyńczyk zaliczył wprawdzie 6 strat, jednak notując po 5 asyst i zbiórek oraz zdobywając aż 32 punkty, rozegrał jedno z najlepszych spotkań w tym sezonie. Swojego podopiecznego po spotkaniu nie mógł nachwalić się trener Spurs, Greg Popovich - "On był ponad naszym zespołem. Jego gra trzymała nas razem."
Niezadowolenia z porażki nie krył na konferencji prasowej lider Lakersów, Kobe Bryant - "Zmarnowałem wiele szans, ale mogę z tym żyć" - powiedział, podkreślając jednocześnie, iż cel, jakim był awans do dalszych rozgrywek, został zrealizowany i to na nim skupiają się już gracze z Los Angeles. - "Patrzę już w przyszłość, na play-off i tam będę szukał swojej szansy."
Oba mecze na szczycie obfitowały w równie piękne, co nieczyste zagrania. Podobnie jak miało to miejsce w Orlando, także w Los Angeles i w Bostonie zawodnikom czasami puszczały nerwy. Techniczne przewinienia otrzymali tego dnia: Artest, Bryant, Odom (LA Lakers), Ginobili (SA Spurs), Rondo, Wallace (Celtics), James, Williams (CAVS) oraz trener drużyny z Cleveland Mike Brown, który w trakcie meczu został przez sędziów odesłany do szatni za nadmierne protesty przeciwko ich decyzjom.

Trener Don Nelson (fot. picapp.com)
Trener (prawie) rekordzista
Spotkanie Toronto Raptors z Golden State Warriors fani basketu zapamiętają na długo z dwóch powodów. Pierwszym z nich będzie niewątpliwie emocjonująca końcówka, jakiej zgromadzeni w Air Canada Centre widzowie byli tego dnia świadkami. Niepewni cały czas swojego bytu w play-off miejscowi zawodnicy (zajmują obecnie ostatnie premiowane awansem miejsce w Konferencji Wschodniej), przegrali spotkanie 112:113. Niemający już żadnych szans na grę o tytuł koszykarze z Golden State, okazali się prawdziwymi "Wojownikami" i do samego końca walczyli o zwycięstwo dla... swojego trenera. Don Nelson, dzięki wczorajszej wiktorii swoich podopiecznych, zrównał się w rankingu ilości odniesionych wygranych przez trenerów ligi NBA z Lennym Wilkensem. Obaj panowie mają obecnie na koncie po 1332 wygrane.
Nelson już jutro, 6 kwietnia, w Waszyngtonie, stanie przed szansą wpisania się do historii sportu i wyśrubowania kolejnego rekordu wygranych. Biorąc pod uwagę fakt, iż do końca sezonu zasadniczego koszykarzom z Golden State pozostało jeszcze sześć spotkań, wynik ten zostanie na pewno poprawiony.
Wyniki wszystkich wczorajszych spotkań:
Boston Celtics - Cleveland Cavaliers 113:117
Los Angeles Lakers - San Antonio Spurs 81:100
Indiana Pacers - Houston Rockets 133:102
Orlando Magic - Memphis Grizzlies 107:92
Washington Wizards - New Jersey Nets 109:99
Toronto Raptors - Golden State Warriors 112:113
Oklahoma City Thunder - Minnesota Timberwolves 116:108
Los Angeles Clippers - New York Knicks 107:113
Komentarz autora:
Wypowiedzi, wyniki oraz statystyki pochodzą ze strony: nba.com