Komunikat: artykuł o tym numerze nie istnieje lub jest niedostępny
Kategoria: Kultura i sztuka > Film
Tagi: film, dramat
Rodzaj: Recenzja
Dodano: 13 stycznia 2010 r., 21:59:52
Region: Świat
Ostatnia aktualizacja: 14 stycznia 2010 r., 22:21:42
Każdy nosi w sobie liczbę Pi, by nie powiedzieć, że nią jest
źródło: www.filmweb.pl
Nigdy nie myślałem, że na kanwie liczby "Pi" powstanie obraz filmowy i do tego jeszcze dramat/thriller. No, jeśli już, to dla matematycznych „zwyrodnialców”, a nie dla pospolitego odbiorcy. A jednak, film o takim właśnie matematycznie brzmiącym tytule powstał. Polecił mi go mój nowy wirtualny znajomy.
Nie mam umysłu ścisłego, chociaż powinienem, przez wzgląd na wykonywany zawód - inżynier, dlatego też sam tytuł mnie zniechęcił. W początkowej fazie nie miałem w ogóle ochoty, by go obejrzeć. Kolega był jednak tak uparty, że w końcu uległem. Muszę powiedzieć, że nie żałuję i słowo „natręt” znajduje u mnie inny wymiar - pozytywny.
Obraz nakręcony został techniką czarno-białą. Właśnie dzięki wspomnianej technice film w niesamowity wręcz sposób oddaje klimat dekadencji zawartego w nim świata. Choć może dekadencja, to słowo za mocne. Aczkolwiek wydaje mi się, że pasujące do fabuły. Wszak film pokazuje upadek głównego bohatera i nie tylko. Pytanie tylko, jaki? Na to już musi odpowiedzieć sobie każdy, kto sięgnie po to dzieło.
Scenariusza nie powstydziłby żaden scenarzysta, a Nietsche i Freud mieliby niezły orzech do zgryzienia patrząc na poruszany w nim temat. Być może autor scenariusza jest potomkiem, któregoś z nich właśnie. Kto wie? Fabuła filmu nie jest jednak czymś nowym. Odwieczna walka o palmę pierwszeństwa. Chęć rozwiązania zagadki, która rządzi naszym globem, jak i otaczającym nas wszechświatem. Kto nie chciałby, choć na chwilę zostać panem świata? Zgłębienie tej tajemnicy, to coś, czego wielu z nas poszukuje. Niepohamowana żądza władzy, zdobycia przysłowiowego eliksiru nieśmiertelności, w postaci panowania i bycia kolejnym doktorem Frankensteinem lub, choć … chirurgiem plastycznym.
Film, jak dla mnie, człowieka poszukującego cały czas swojego „Ja”, jest ciekawym studium jednostki i ogółu. Ludzkości, która samoistnie, przez odruch bezwarunkowy niczym wyssany z mlekiem rzymskiej wilczycy, dąży do samozagłady. W sposób przerysowany, ale jakże dobitnie pokazuje obraz człowieka i jego moralny i intelektualny upadek.
Wydawać by się mogło, że geniusz jest darem. Trzeba sobie jednak zadać pytanie, dla kogo? Dla właściciela czy też może dla otoczenia, które myśli jedynie, w jaki sposób go skonsumować i wyssać z niego wszystko, co tylko możliwe? Do dna, jak mówi się w przypadku wznoszonego toastu. Właśnie w takiej sytuacji znajdujemy głównego bohatera. Geniusza z dziedzin matematyki i informatyki, który dzięki swoim zdolnościom bliski jest rozwiązania zagadki liczby „Pi”, która pozwoli zapanować nad otaczającym go „światem”. Pomóc ma mu w tym skonstruowany przez niego super komputer, można powiedzieć, że również jedyny towarzysz życia.
Przysłowiowa zabawa w Boga, można by rzec. Nic bardziej mylnego. Wydaje się, że scenarzyście przyświecał inny cel, a wspomniana przeze mnie zabawa w Boga jest jedynie tłem. Na pierwszy plan wysuwa się problem skrajności. Dotyczy on zarówno naszego matematyka, jak również ludzi, którzy wynikiem jego analiz chcą zawładnąć. A zawładnąć nimi pragną wszyscy. Począwszy od korporacji giełdowej, a skończywszy na wyznawcach Jahwe. Czemu właśnie oni? Czy przez fakt, że według Chasyda, spotkanego „przypadkowo” w barze, hebrajski to istna matematyka, a Tora to ciąg liczb zesłanych przez Boga? Czy też może, dlatego że geniusz posiada nazwisko żydowskiego pochodzenia? A może, dlatego że jedynie oni czekają nadal na przyjście swojego wybawiciela i osiągnąć to mogą przez zgłębienie tajemnicy liczby „Pi”?
Mamy zatem zderzenie dwóch światów. Pierwszy, związany z zerami pojawiającymi się na kontach i drugi, związany ze sferą duchową. Łączy je jednak jedna wspólna cecha zwana odwieczną żądzą władzy. Czy też, jak kto woli żądza nadejścia od dawna wyczekiwanego mesjasza.
Maximillian Cohen - geniusz
Z pewnością tym, co odróżnia geniusza od jego prześladowców jest cel, dla którego naukowiec ową tajemnicę zgłębia. On - umysł ścisły, który jest bliski obłędu, żyje nadzieją, że rozwiązanie zagadki pozwoli mu go uniknąć. Oni - prześladowcy, myślą tylko o tym, jakie korzyści osiągną, jeśli rozwiązanie zdobędą. Dla nich nie ważna jest metoda wejścia w jego posiadanie. Liczy się efekt finalny. Każda ze stron ściga się z czasem. Wydaje się, że matematyka nikt nie jest w stanie zrozumieć. Na jego szczęście jest ktoś, kto chce pomóc mu zwalczyć w sobie chęć rozwiązania zagadki. Tą osobą jest stary naukowiec, z którym nasz bohater dyskutuje w czasie odbywania kolejnych partii „Go” . Jak mówi: „świat to nie tylko matematyka mój drogi”. Wszystko jednak do czasu…
Czy matematykowi uda się rozwiązać zagadkę? Jeśli tak, to czy pozwoli mu to uniknąć swojego unicestwienia? Czy dojdzie do przejęcia rozwiązania zagadki? Jeśli tak, to, przez którego z prześladowców? Który z nich dostąpi zaszczytu bycia panem życia i śmierci? Swoją drogą mógłby powstać sequel, bo chętnie bym się dowiedział, co by było gdyby…. Byle tylko nie został zekranizowany przez jakąś wielką wytwórnię filmową, bo od efektów wizualnych pewnie dostałbym oczopląsu. A ja oczekuję oczopląsu intelektualnego na miarę tzw. części pierwszej.
Jest takie powiedzenie, które mówi, że: „Ryba zaczyna psuć się od głowy”. Moim zdaniem można je również odnieść do gatunku ludzkiego. Oglądając ten film właśnie takie wrażenie odnoszę. Odbieram go jako swoisty manifest autorów przeciwko wszelkim procesom psucia. Skrajnościom, a co za tym idzie fanatykom wszelakiej maści, systemów, reguł, ustrojów, itp., które w prosty sposób mogą doprowadzić gatunek ludzki do absolutnej zagłady. Tak pewnie się stanie, prędzej czy później.
Odbieram go również jako przestrogę przed „własnym” umysłem, który może każdego z nas doprowadzić do obłędu. Jak to się mówi, przejścia na złą stronę mocy. Nieważne, po której stronie staniemy i tak będziemy przegrani, jeśli popadniemy w skrajności. Najbezpieczniej być nominałem, oscylować w jego limitach, a nie poza nimi.
dłonie geniusza
Czy celem autorów jest przestraszenie odbiorcy i spowodowanie by przestał myśleć, zaprzestał opowiadania się, po której ze stron barykady stanąć? Z pewnością nie, a wręcz przeciwnie. Celem jest zmuszenie, aby znalazł w tym wszystkim równowagę i umiejętnie pokierował własnym genialnym umysłem. Tak, by zapobiec własnej, a co za tym idzie i naszej samozagładzie. Jeśli nie fizycznej, to być może moralnej i intelektualnej.
Podobno jednostka nie ma racji. Rację ma ogół, pospolity motłoch. A co jeśli wspomniana jednostka wywodzi się właśnie z takiego motłochu? Czy jest to początek końca motłochu czy upadek jedynie jednostki? Co jeśli każdy z nas jest przykładem pewnego geniuszu? Przecież motłoch składa się z jednostek.
Jeśli ktoś by mnie zapytał, po czyjej stanąłbym stronie, to odpowiedziałbym, że nie wiem. Po obejrzeniu filmu nie potrafię się jednoznacznie określić. Z jednej strony mam w sobie żądzę. Żądzę, która mówi mi, że poszedłbym kierunkiem obranym przez oponentów bohatera, bo łatwiej, bo korzyści są niewspółmierne do wysiłku, powiedzmy. Jednakże z drugiej strony zawsze uwielbiałem płynąć pod prąd. Nawet, jeśli nie miało to sensownego wytłumaczenia. Czy spotkałoby mnie to samo, co geniusza? No właśnie. Nie dowiem się, nie jestem geniuszem.
Paradoksalnie problem jednak mnie dotyczy. Dotyczy on każdego z nas…, bo każdy jakiś geniusz w sobie nosi. Każdy jest liczbą „Pi". Do końca niezbadaną. Pytanie tylko, jaka korporacja i kiedy zapragnie po niego sięgnąć?
Komentarz autora:
recenzję dedykuję torquemedzie, który zachęcił mnie do obejrzenia tego filmu, chyba przez wzgląd na mój prymitywny tok myślenia :)
Licencja artykułu:
Ten artykuł opublikowany został na licencji:
 
Historia edycji artykułu:
1.
14 stycznia 2010 r., 22:21:42
ponowna próba załadowania trailera
2.
14 stycznia 2010 r., 09:52:26
zmiana linka do filmu
3.
13 stycznia 2010 r., 22:40:46
weryfikacja literówek
 
OCEŃ ARTYKUŁ:
Aby oceniać lub proponować zmiany musisz się zalogować. Jeśli nie masz jeszcze konta, załóż je!
Podziel się:
 
Dodaj komentarz:
Podpis:
Treść komentarza:
Pozostało 1000 znaków.
Przepisz kod z obrazka:
Komentarze czytelników:
(15 maja 2010 r., 21:16:40)
:)
(17 stycznia 2010 r., 17:47:15)
He, he, dobra recenzja, skuszę się na obejrzenie tego filmu;)
(14 stycznia 2010 r., 23:16:14)
hehehehe, spadło mi ciśnienie :), wypiję poranną kawę i będzie w porządku, swoją drogą przyganiało motyka gracy, a sama nie inacy :)
(14 stycznia 2010 r., 23:03:39)
Wazeliniarstwo do kwadratu uprawiacie mr Depechmaniac. Wolałem kolegę w bardziej agresywnych odsłonach.
(14 stycznia 2010 r., 22:27:54)
ale ja nigdzie nie napisalem, ze te trzy sceny ktore wymienilem powinienes opisac w recenzji, po prostu napisalem, ze mi sie podobaly. zdziwilo mnie tylko, ze nie wspominasz nic o narkotykach
(14 stycznia 2010 r., 22:27:09)
wiem wiem, spoko, nie odebrałem komenta, jako ataku i nie odbieraj mojego w ten sam sposób :). Co do prochów, to nie chciałem za dużo zdradzać. Zarzucano mi to przy recenzji z filmu o generale Nilu :)
(14 stycznia 2010 r., 22:24:14)
ale ja nigdzie nie napisalem, ze te trzy sceny ktore wymienilem powinienes opisac w recenzji, po prostu napisalem, ze mi sie podobaly. zdziwilo mnie tylko, ze nie wspominasz nic o narkotykach
(14 stycznia 2010 r., 22:19:21)
faktycznie tak jest, to raczej recenzja + moja interpretacja :). Jeśli mnie coś poruszy dokładam ideologie, ale w granicach smaku, by nie wypaczyć filmu. Co do momentów, które wymieniłeś to owszem, ale recenzja nie powinna zawierać szczegółów, nie byłaby wtedy recenzją, a relacją :). Ostatnia scena też mnie poruszyła :).
(14 stycznia 2010 r., 22:06:59)
również oglądałem film pewien czas temu (pewnie kilka lat temu), recencja ciekawie napisana (chociaz nazwalbym to czyms ponad recenzje, bo Twoj tekst wykracza ponad sam film). Być może coś przeoczyłem, ale, czy wspomniałeś w recenzji problem próchów głównego bohatera? myślę, że to też ważny wątek filmu. Jeżeli chodzi zaś o sam film, to 1. przyjaciel od GO ma genialny akcent, 2. scena z mózgiem prawie jak oko w Psie Andaluzyjskim, 3. ostatni dialog filmu, kiedy bohater oznajmia, ze nie zna odpowiedzi na jakies mnożenie czy dzielenie i sie usmiecha :)
(14 stycznia 2010 r., 11:28:35)
torquemada: jestem wyluzowany :), czasem za bardzo :), dzięki za komplement :), jak napisałem wcześniej, światły z Ciebie człowiek i bez encyklopedii bym raczej z Tobą w dysputę nie wchodził :)
(14 stycznia 2010 r., 10:38:40)
Ja do żadnych racji nie przekonuje, bo ich nie posiadam. Ze świadkami Jehowy często rozmawiam, bo lubię psuć im nastrój. Pokazałem jedynie, ze nauka, wiara nie są wzajemnie sprzeczne i mogą się uzupełniać. Odnośnie Twojego oblicza, to nie zaczynałbym rozmowy z Tobą mając takie wrażenie. Porzuć wnioskowanie nielogiczne i wyluzuj.
(14 stycznia 2010 r., 10:32:38)
torquemada: zabrzmiałeś z tymi przypowieściami o Bogu niczym świadek Jehowy, bez obrazy :). Oni w podobny sposób przekonują do swoich racji :). Pozwól, że nie zgodzę się z nimi. Nie na przekór, ale dlatego, że mam inny punkt widzenia :). Co do mojego "nowego" oblicza, to nie bierzcie tego za pewnik, tak jak nie bierzcie za pewnik tego, że jeśli ktoś udaje prostaka, debila, przygłupa, to właśnie takim jest :), bez obrazy :). Cieszę się, że się podoba :).
(14 stycznia 2010 r., 09:03:00)
Mnie sie podoba inne oblicze depechmaniaca, myślę, ze nie tylko mnie. Ode mnie plus za artykuł rzecz jasna i zrozumienie mojego natręctwa :) Nie warto zajmować się Bogiem, można od tego nabawić się migreny :) A tak bardziej poważnie, Bóg wypowiedzią stworzył świat (judaizm, chrześcijaństwo), według Hindusów świat jest jej echem(Adi Śankara uważał, że Brahman to niewidzialna, wieczna i niezmienna rzeczywistość. Według niego doświadczamy jej poprzez czas, wielość oraz zmianę. Wiedzy o nim nie możemy zyskać z doświadczenia. Prawdziwą wiedzę o nim możemy zyskać poprzez zrozumienie, że jesteśmy jego częściami, natomiast nie osobnymi jednostkami). Dziś wiemy , ze jesteśmy echem wielkiego wybuchu. Bóg jako wypowiedź matematyczna? Czy Bóg gra w kości tego nie wiem, ale wiem na pewno, ze umie liczyć :) "Umysł jest jak oko widzi wszystko, lecz nie widzi siebie."
(13 stycznia 2010 r., 22:15:58)
Film widziałem (kilka lat temu). Recenzja OK :)
(13 stycznia 2010 r., 22:14:31)
Bardzo dobra recenzja. Plus! Depech, piszesz lepiej z każdym artykułem. Oby tak dalej.
1 - 15 z 15 komentarzy
Zarejestrowany od:
Ostatnio zalogowany:
Suma punktów:
01 listopada 2009 r.
22 listopada 2011 r.
2337
Zarejestruj się i na łamach serwisu, tworzonego przez grupę ludzi, którzy dociekają, poznają oraz starają się zrozumieć, a ponadto pragną podzielić się swoimi spostrzeżeniami z innymi, zamieszczaj artykuly na każdy temat:
Gazeta Wirtualna to kanał informacyjny, który nie opowiada się za żadną opcją polityczną, nie liczy zysków i strat z tytułu rozpowszechniania narzuconych treści.
Może stać się największym w Polsce serwisem informacyjnym. Jednak wyłącznie dzięki aktywności użytkowników, którzy dodają, oceniają i komentują nawzajem swoje artykuły.
Najnowsze artykuły
Inne z regionu Świat