Dodano: 16 czerwca 2009 r., 14:54:26
Ostatnia aktualizacja: 16 czerwca 2009 r., 14:54:26
Wybory po irańsku, czyli krew na ulicach i ciała zabitych
Zdjęcie: wikipedia commons (Farzaaaad20)
Świat przez kilka ostatnich dni nieustannie przygląda się wydarzeniom, jakie mają miejsce w Iranie, zamieszkom i protestom skierowanym ku zwycięscy wyborów prezydenckich. Przyglądając się im, można dostrzec "symbol narodowy" wielu państw arabskich - władza za wszelką cenę...
Przepis na nowy typ wyborów, z dodatkiem spalonych samochodów, śladach po kulach na budynkach i z polewą z ludzkiej krwi - czyli w jaki sposób prezydent Iranu stara się utrzymać przy władzy? Nikomu nie trzeba mówić, co się dzieje ostatnio w Iranie - po wygranych wyborach prezydenckich przez Mahmuda Ahmadinejad'a kraj ogarnęły zamieszki wywołane przez osoby popierające kandydatów głoszących potrzebę reform. Spotkało się to oczywiście ze sprzeciwem panujących władz, które coraz bardziej przypominają reżim aniżeli władze rozwijającego się kraju... Zabroniono podczas wyborów zgromadzeń, urn pilnowali uzbrojeni strażnicy. Jednak nie to jest najciekawsze, bowiem w Iranie panuje taka "moda" tworzona przez przywódcę religijnego, który gdyby chciał, to nie dopuścił by nawet reformatorów do możliwości kandydowania i od razu na prezydenta "ustawił" kogo zechce. Ludzie tworzący "modę" praktycznie według własnego "widzimisię" wybierają kto się nadaje na kandydata, a kto nie... Wiadomo, nikt ich nie kontroluje, ani nie sprawdza tego, jakie mają kryteria wyboru. W Iranie istnieje coś takiego jak "Straż Konstytucji", która sprawuje realną i niepodzielną władzę w Iranie, to ona dopuszcza kandydatów do wyborów, z kilkuset jacy chcieli być kandydatami do wyborów prezydenckich Straż wybrała... dwóch... panującego Ahmadinejad'a i zwolennika reform - Musawiego.
Po piątkowych wyborach prezydenckich w Iranie zwycięstwo ogłosił dotychczasowy przywódca kraju Mahmud Ahmadineżad. Opozycja uznała, że wybory zostały sfałszowane, jednak władza nieustępliwie blokowała próby protestów. Zamknęła także wydawaną przez kontrkandydata Mir-Hosejna Musawiego gazetę.
Pytanie - jaka sprawiedliwa władza blokuje konkurentów? Jaka sprawiedliwa władza, która nie boi się utraty stanowiska czyni takie rzeczy? Nie trzeba być politologiem by wiedzieć, że jest to po prostu przemienianie wyborów w "właściwy wybór". Wielu uważa, że aktualne zamieszki są podsycane przez zwolenników reform, to prawda... jednak zadajmy sobie pytanie - kto zaczął? Wystarczy wspomnieć, że władza nie zezwoliła na pokojowe demonstracje popierających Masawiego.
Iran jest krajem teokratycznym, gdzie niemal wszystko oparte jest o religię, zaś Duchowy Przywódca Iranu stanowi praktycznie najwyższą władzę mając w ręku dodatkowo Strażników Konstytucji. Wystarczy przejrzeć zdjęcia Chamenei'ego (owego przywódcy) i Ahmedinejad'a - wyglądają jak starzy kumple i na pierwszy rzut oka widać, że rządy aktualnego prezydenta są na rękę przywódcy religijemu. Ten pierwszy uwielbia brak reform i ma marzenia o tym, by Iran był potęgą atomową, ten drugi uwielbia skrają dyktaturę i antyzachodnią politykę.
Następnie, jaka sprawiedliwa władza aresztuje tylko i jedynie demonstrantów popierających reformy? Ciekawe, że podczas zamieszek zwolennicy panującego prezydenta mogą bezkarnie "pałować" swoich przeciwników. Zginęło już kilka osób, a można się spodziewać, że "nieoficjalnie" zginęło nawet kilkanaście lub kilkadziesiąt. Setki demonstrantów popierających reformy Musawiego trafiło do aresztów.
Po ogłoszeniu w Iranie kwestionowanych przez opozycję wyników wyborów, w których wygrał obecny prezydent Mahmoud Ahmadineżad, w Teheranie w sobotę zamilkły telefony - podaje agencja AP. Irańskie ministerstwo telekomunikacji nie wypowiedziało się w tej sprawie, ale użytkownikom telefonii komórkowej, próbującym skorzystać z telefonu, na ekranach wyświetla się komunikat "błąd połączenia". W innych prowincjach Iranu komórki działają. Iran już przedtem zablokował korzystanie z wiadomości tekstowych i większości stron internetowych związanych z głównym oponentem Ahmadineżada, Mir Hosejnem Musawim.
Równe wybory? Raczej niezły żart, skoro blokowane są strony internetowe konkurencji, sieci komórkowe są niedostępne.
Jaka sprawiedliwa władza bez powodu aresztuje przywódców obozów reformatorskich (Mohammada Alego Abtahiego i Sajeda Hadżdżariana), może zatrzymano ich za ich poglądy? Wątpię - po prostu z "politycznej poprawności". Dodatkowo Ministerstwo Spraw Wewnętrznych Iranu zabroniło wczoraj zwolennikom umiarkowanego kandydata przemarszu i demonstracji w Teheranie - również troska o bezpieczeństwo, czy może knebel w usta przeciwnikom?
Czy w ramach bezpieczeństwa policja tworzy istne oblężenie dzielnicy Dżamran, w której mieszka większość osób popierających reformy oraz przywódcy innych grup politycznych? Czy w ramach troski o pokój policja rekwiruje dziennikarzom kamery. Tłumaczy i operatorów kamer włoskiej telewizji RAI pobito, zaś taśmy zarekwirowano i zniszczono...
Czy dbając o spokój zamyka się telewizję i fałszuje się nadawane programy? Władze zamknęły czasowo odział telewizji Al-Arabia w Teheranie, nakazując emitowanie ich informacji wiadomościami przygotowanymi przez oficjalną irańską agencję prasową IRNA.
Wczoraj zginęła, co najmniej jedna osoba, a kilka zostało rannych, gdy w stronę protestujących padły strzały. Ludzie zaczęli uciekać, a co najbardziej bulwersujące - kordon policji zamiast zapewnić im bezpieczeństwo uznał ich za "rebeliantów" i zaczął "pałować" tych, którzy chcieli między nimi uciec...
Ot taki irański krwawy przepis na wybory. Wydaje mi się, że Ahmadinejad nie cofnie się przed niczym, by stłumić zamieszki i utrzymać się władzy. Dla niego rozpoczęty program atomowy, produkcja rakiet dalekiego zasięgu, straszenie Izraela i kreowanie Iranu na potęgę światową jest najważniejsze, rozsypanie tych planów przez Musawiego byłoby, dla niego ogromną osobistą porażką. Cóż, nie spodziewajmy się zwrotu w "jądrowej polityce"...