Dodano: 22 listopada 2010 r., 21:30:32
Ostatnia aktualizacja: 22 listopada 2010 r., 21:30:32
Życie jak z bajki
Niestety mitem jest , że w naszej kulturze kobieta ma wybór drogi życiowej. Nieprawdą jest, że wraz z równouprawnieniem przyszła dla kobiet upragniona wolność. Przysłowiowym mydleniem oczu jest mówienie, że model kobiety singielki jest powszechnie akceptowany. Prawda jest taka, że model kobiety wyznacza powielany od pokoleń, schemat wychowania.
Kiedy przychodzi na świat dziewczynka prawdziwy Bóg płacze
Największy problem rodzicom małych dziewczynek przysparza ich seksualność. Matki często omijają ten temat a ojcowie wolą się nie wtrącać. Bardzo często narządy płciowe pozostają po prostu nie nazwane. Ciekawe, że chłopcom można swobodnie mówić o siusiaku i nikogo to nie żenuje. Trudno się potem dziwić, że my kobiety żyjemy z podświadomą zazdrością o penisa. Zazdrość polega nie na chęci posiadania takiego narządu. Zazdrość polega na prawie do posiadania. Mężczyźni mają prawo do posiadania penisa, my kobiety nie mamy prawa do swojej pochwy. Mężczyźni mogą się swoim penisem chlubić a my możemy się tylko swojego sromu wstydzić. Wyrazy penis i srom pochodzą z łaciny i jedno tłumaczy się jako siła a drugie jako wstyd. Tutaj nawet nie potrzeba cokolwiek komentować. Męskim jest publiczne „drapanie się po jajach” ale wstydliwym jest „drapanie się po…”, no właśnie, po czym? TO coś nawet przyzwoitej nazwy nie ma.

Tak więc kobiety już jako małe dziewczynki spotkają się z brakiem akceptacji. Rodzice milcząc dają do zrozumienia, że odrzucają seksualność swojego dziecka. Niektórzy powiedzą, że nie wynika to z braku miłości lecz raczej z braku wiedzy jak postępować. Moja babka nie wiedziała co to jest orgazm, tak przynajmniej twierdziła. Moja matka twierdziła, że wszystko należy robić z Bogiem… Dobrze, że urodziła córkę, bo jakby urodziła syna to kto wie jakby go nazwała…
Cóż, temat seksu wywołuje wśród cywilizowanych ludzi tylko dwie reakcje, albo się żenujemy albo zaczynamy być wulgarni. To przerażające, że w tym „prorodzinnym” kraju, jakim oczywiście jest Polska, zamiast uczyć właściwego podejścia do seksu, macierzyństwa i ojcostwa, debatuje się o tym czy seks oralny jest moralny, czy nie, co robi na przykład ks. Marek Dziewiecki. Ten uznany w katolickich kręgach autorytet moralny, w swoim podręczniku dla młodzieży „Młodzi pytają o miłość i wychowanie” nazywa ten rodzaj seksu nieludzkim, gdyż sprzeciwiającym się stwórczemu działaniu Boga!
Kiedy przychodzi na świat dziewczynka prawdziwy Bóg płacze. Płacze nad jej losem.
Dorastanie
Mała dziewczynka dosyć szybko orientuje, że jest z nią coś nie tak. Dla rodziców, odrzuci swoje narządy płciowe a co za tym idzie całą swoją seksualność. Robiąc to ma poczucie, że robi dobrze, rodzice przecież ją kochają i się nie mylą. Uzna tą część ciała za brudną i niegodną. Dziecko zrobi wszystko by zaskarbić sobie miłość.
Pierwsze potwierdzenie wstydu
Pierwsze potwierdzenie słuszności odrzucenia swojego sromu przychodzi wraz z pierwszą miesiączką. Dobrze jest kiedy młoda dziewczyna jest na to przygotowana. Często jednak zdarza się tak, że ewentualne rozmowy odbywają się już po fakcie. Młoda kobieta przekonuje się, że odrzucona przez nią część ciała nie tylko przynosi wstyd, ale też brudzi. Dodatkowo zmienia się zachowanie samych rodziców. Zaczynają być bardziej restrykcyjni, zakazują wieczornych spacerów i krzywią się na widok kolegów. Boją się kłopotów a młodą królewnę zaczynają traktować jako osobę nie odpowiedzialną za swoje odruchy czy popędy.
Nagła zmiana zachowania rodziców jest całkowicie dla młodej kobietki nie zrozumiały. Traci wolność i zaufanie rodziców i po raz kolejny winę za to ponosi jej brudne krocze. Zostaje uwięziona w domu niczym królewna Śnieżka w baszcie. Jednocześnie zauważy, że budząca się w niej kobiecość rodzi żywe zainteresowanie wśród mężczyzn. Znika dziecięcy tłuszczyk, pojawią się zgrabne piersi, biodra się zaokrąglą. Zauważą to wujek, sąsiad i koledzy ze starszych klas też zrobią się uprzejmiejsi. Tylko mama i tata nadal patrzą krzywym okiem. Młoda królewna w oka mgnieniu zauważy tą różnicę. Nagle świat zewnętrzny stworzy pozory akceptacji jej ciała a co najważniejsze, jej seksualności. Mężczyzna jawić jej się będzie jako jej azyl i legitymacja na życie. Niczym śpiąca królewna czekać będzie w swej baszcie na rycerza, który odmieni jej los. Przeważnie bierze pierwszego który się nią zachwyci i zaakceptuje. Cała bieda w tym, że z reguły zostaje tylko naiwnie wykorzystana. Sam zresztą seks okaże się jednym wielkim rozczarowaniem i chyba nie muszę pisać czemu. Królewna zostaje brutalnie sprowadzona na ziemię. Ból doda do listy przywilejów posiadania niechcianego sromu. Kolejny rycerz również będzie odstawiał błazenadę adoracji. Miłe mu będą miniówki, bluzki z dekoltem, obcisłe spodnie uwidaczniające stringi a nawet ostry makijaż. Niestety do czasu. Prędzej czy później owe przywileje znajdą się na indeksie. Postrzegać będzie kobietę w ten sam sposób jak postrzegali ją jej rodzice. Jako osobę nie zrównoważoną i nie odpowiedzialną za swoje popędy.
Z jej sromu wprawdzie będzie korzystał, ale kupować podpaski będzie się wstydził. Na dokładkę do końca życia wypominać jej będzie, że to inny rycerz był pierwszy. W królewnie zacznie rosnąć coraz większy żal i pogarda do partnera. Będzie ona jednak pomieszana z silnym przywiązaniem. Rzadko która kobieta jest zdolna do samotności i niezależności. Mężczyzna dał jej przecież nazwisko i upragnioną wolność. Co zrobi gdy odejdzie? Gdzie się podzieje i jak będzie żyła? Te i inne pytania zaprzątać będą jej głowę do starości. Niestety, po drodze wyda na świat kolejne „królewny” i kolejnych „królewiczów” aż w końcu stwierdzi, że „te rzeczy” można robić tylko z Bogiem.
Komentarz autora:
Inspiracja:
Wojciech Eichelberger "Kobieta bez winy i wstydu"
Wojciech Kruczyński "Wirus samotności"